Tytuł: Harry Potter i Przeklęte Dziecko org. Harry Potter and Cursed Child Wydawnictwo: Media Rodzina Rok wydania: 2016 Licz...

43. Harry Potter i Przeklęte Dziecko



Tytuł: Harry Potter i Przeklęte Dziecko org. Harry Potter and Cursed Child
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 368

Myślę, że w tym przypadku opis odpuszczę.
Jestem niezmiernie szczęśliwa, że było mi to dane przeczytać, a nie zobaczyć. HP i Przeklęte Dziecko jak wszyscy wiedzą jest scenariuszem do sztuki. Zanim go przeczytałam bardzo chciałam ją  zobaczyć, jednak w trakcie czytania diametralnie się to zmieniło. Harry Potter towarzyszy mi od podstawówki. Zarówno książki jak i filmy. Po ich obejrzeniu  mam już twardo utarte postacie i gdybym zobaczyła je w wykonaniu innych aktorów nagle wszystko mogłoby runąć. Mimo różnicy w wieku bohaterów to po prostu nie byłoby to.

Czekałam, długo czekałam i jak wielu fanów Harrego Pottera chciałam więcej. I się doczekałam. Ale czy książka spełniła moje oczekiwania? I czy to naprawdę było konieczne?

Jestem z tych ludzi, którzy za wszelką cenę unikają spoilerów zwłaszcza tych książkowych. Prócz ogólnych informacji nie miałam zielonego pojęcia na temat tego, co czeka mnie w środku. Omijałam wszelkie spekulacje, a z czasem i recenzje, ponieważ czekałam na moje małe nieodgadnione coś. Otworzyłam książkę i...i sama nie wiem czego się spodziewałam. Zobaczyłam ten podział na role i gdzieś w mojej głowie zapiła się czerwona lampka: „Co ty robisz? Ty takich rzeczy nie czytasz”  i momentalnie „To przecież Harry Potter. No czytaj!” i posłuchałam tego drugie głosu.

Książkę pochłonęłam w kilka godzin. Dwa wieczory między zadaniami domowymi i nauką. Czytało się jak na dramat bardzo przyjemnie. Tylko gdzie fajerwerki? Gdzie oklaski? Nie ma! Obyło się bez większego cudu. Nic, co przebiłoby sagę o przygodach znanego na całym świecie czarodzieja. 

Książka bardzo mi się podoba, dobrze się czyta, ale brak jej tej magii. Tej harrypotterowskiej otoczki stworzonej przej J.K. Rowling. Wszystko wydaje się takie  znajome, ale jednocześnie trochę obce.
Sama zawartość jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Spodziewałam się innej koncepcji przeklętego dziecka i towarzyszących mu wydarzeń. Bohaterowie pozostali w dużej mierze niezmienni. Ten sam wyjątkowy Harry, Ron ze swoim nietuzinkowym poczuciem humor, Hermiona wszechwiedząca i porywczy Draco. Ten stały, spójny element sprawił, że znowu na chwilkę poczułam się jak mała dziewczynka, która swoją przygodę z książkami zaczyna od Harrego Pottera.

Wizualnie książka jest śliczna. Przepięknie wydana z uwagą na detale. Ciężko powiedzieć, że nie jest śliczna. Żałuję tylko, że niestety nie komponuje się ze starym wydaniem Harrego. Przecież nie można mieć wszystkiego.

Po dłuższych przemyśleniach nie sięgnęła bym po tę książkę ponownie. Nie żałuję, ale wolałabym, żeby historia Harrego Pottera zakończyła się wraz  z końcem „Insygni Śmierci”. Tak, jak być powinno.  

2 komentarze:

Tytuł: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile życia org.   God Never Blinks: 50 Lessons for Life's Little Detour...

42. Bóg nigdy nie mruga


Tytuł: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile życia org. 
God Never Blinks: 50 Lessons for Life's Little Detours

Autor: Regina Brett
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 320

Nie mam w zwyczaju nie kończyć książek, ale w przypadku tej po prostu nie jestem w stanie. Może kiedyś do niej wrócę, ale nie sądzę, żeby tak się stało. Każdy tę książkę zna, każdy o niej słyszał. Światowy bestseller, który jest przereklamowany. Do przeczytania książki nie zachęciły mnie jednak opinie ludzkie, które krążyły po świecie tylko fakt, że wcześniej przeczytałam Jesteś Cudem, które naprawdę zasługuje na gromkie brawa zachwytu.

Jak już mówiłam, nie skończyłam jej. Nie byłam w stanie. Ta książka ma tak nostalgiczny, dołujący nastrój, że podczas czytania odechciewa się żyć. Znalazłam kilka lepszych fragmentów, niestety mogę je policzyć na palcach jednej ręki. 4 na ponad 200 stron. Coś tu zdecydowanie nie gra.

„50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu” cytując już sam tytuł. Osobiście nie zgadzam się z tym. Czytając tę książkę w ciężkim momencie swojego życia to tak, jak włączyć najsmutniejszą piosenkę, żeby się dobić. Książka nie pokrzepia, ona zasmuca. Podkówka na twarzy murowana.

Do części czysto technicznej nie mogę się przyczepić. Nie mam do czego. Stylistycznie wszystko gra i śpiewa, ale treść. Treść pozostawia wiele do życzenia. Może gdyby nie była to książka z tych o charakterze podbudowującym to byłaby całkiem dobra, ale w takim przypadku  nie jest. Stwierdzenie z okładki jest mocno naciągane. Postawiłam bym je na drodze do nieprawdy.

Nie rozumiem ogólnoświatowej aury, która otacza tę pozycję. Może wynika to z tego, że Jesteś Cudem postawiła wysoką poprzeczkę a może dlatego, że po prostu jest kiepska. 

4 komentarze:

Mamy wrzesień, już niedługo (miejmy nadzieję, że na dłużej) zaczyna się jesień czyli idealny czas na seriale. Z mojej serialovej strony zmie...

41. Serialove uaktualnienie

Mamy wrzesień, już niedługo (miejmy nadzieję, że na dłużej) zaczyna się jesień czyli idealny czas na seriale. Z mojej serialovej strony zmieniło się kilka rzeczy. Coś przyszło, coś poszło. No wiecie jak to jest. Do mojej małej serialovej kolekcji dołączyły 2 seriale: 

Lucifer


Lucifer Morningster, przerażjący władca piekła znudzony swoją dotychczasową pracą, gorące dni w czerwieni i czerni zamienia na luksusy w Los Angeles. Zostaje właścicielem dobrze prosperującego klubu. Gdy dochodzi do morderstwa znanej gwiazdy postanawia stanąć po stornie dobra i dzięki swoim umiejętnością znaleźć mordercę. Krótko po minionym wydarzeniu zaczyna pomagać policji w kolejnych morderstwach.

Iście szatański serial. Nastał taki okres, w którym większość seriali się skończyła i coś trzeba było zrobić ze swoim życiem. Znalazł się Lucifer. Miał być na dłuższy czas, ale po 3 dniach cały sezon był za mną. Bez zastanowienia mogę powiedzieć, że to dobry serial, bardzo wciągający z ciekawą akcją. Sam nasz główny bohater mimo tego, że potrafi być strasznie nieznośny i irytujący urzeka. Jeśli lubisz szczyptę fantastyki, pół łyżeczki detektywistyczności i kryminalności to jest to serial dla Ciebie.
Jesteśmy po premierze drugiego sezonu. Kto już oglądał?

Kroniki Shannry



Tysiące lat po upadku ludzkości, Cztery Krainy są zagrożone. Drzewo Ellcrys, zapewniające magię w krainie elfów oraz stanowiące barierę między światem demonów, umiera. Jedyną nadzieją jest młoda księżniczka Amberle Elessedil , która zostaje wybrana do misji odnalezienia nasionka Ellcrys i doprowadzenia go do odrodzenia. Nastolatka wraz ostatnim potomkiem z rodu Shannara - Wilem (Austin Butler) i złodziejką Eretrią  wyrusza w niebezpieczną podróż. (źródło:Filmweb)

Dla mnie to był kolejny seriali na przeczekanie. W końcu wszystko tak szybko się skończyło. Fantastyka, moje klimaty więc czemu nie. I się zaczęło...Nie powiem, że jest to bardzo wymagający, ale na pewno wciągający. Nie jest to jeden z tych seriali z górnej półki, ale ma coś w sobie. Na spokojnie, jako przerywnik jest akurat.

Dwa seriale zeszły trochę na bok w mojej serialowej liście. Jeden całkowicie, jeden częściowo.
Penny Dreadful wraz z trzecim sezonem stało się tak ciężkie, że nie mogę tego strawić. Jest ciężkie w ten nieznośny sposób, który utrudnia wszystko co jest związane z jego oglądaniem. Stał się zbyt ciężko strawny. Ten sezon musi poczekać na odpowiedni moment.

Drugim serialem jest Mr. Robot, który w swój dziwaczny sposób również stał się bardzo ciężki. Jednak nie jest to ten sam rodzaj ciężkości co w serialu wyżej wymienionym. Mr. Robot stał się głębszy, bardziej psychologiczny i wymaga więcej przemyśleń. Nie jest to serial czysto do odpoczynku. Wymaga od nas trochę więcej siły, więc ten sezon jest dla mnie na lepsze dni.

Koniec września , za chwilę dużo nowych sezonów ukochanych seriali. Jednak dla fanów PLL i Teen Wolf’a nowy sezon niestety będzie tym ostatnim. 

Na kolejny sezon Pretty Little Liars musimy czekać do kwietnia. To szmat czasu dla fana spragnionego wyjaśnienia się tego wszystkiego, co teraz się tam zadziało. W ostatnim odcinku, a dokładniej jego ostatnich 15 min stało się więcej, niż w całym sezonie. Coś tutaj nie gra, chociaż ten serial od zawsze lubi nas zaskakiwać. Są ludzie, którzy nie są na bieżąco, więc bez spoilerów. Czekam na ostatni sezon bardzo niecierpliwie jednak nie wyobrażam sobie końca.

Za TW czekamy już bardzo, bardzo długo z racji zdrowotnych problemów serialowego Stilesa. Po tak długim okresie czekania oczekuję od ostatniego sezonu czegoś naprawdę mocnego. Niestety boję się, że mogę się zwieść. Od dłuższego czasu czekam za takim porządnym kopniakiem od niego. Jego zalążki pojawiły się w kilku odcinkach, ale to jeszcze nie to na co czekam. Krąży wiele plotek, wiele domysłów dotyczących nadchodzącego sezonu. Mam nadziej, że chociaż jedna z nich okaże się prawdziwa. Kto zgadnie jaka?

7 komentarze:

Tytuł: Jutro, kiedy zaczęła się wojna org. Tomorrow, When the War Began Autor: John Marsden Wydawnictwo: Znak Rok wydania: 2011 ...

40. Jutro, kiedy zaczęła się wojna.


Tytuł: Jutro, kiedy zaczęła się wojna org. Tomorrow, When the War Began
Autor: John Marsden
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 272

Od teraz wszystko jest inaczej. Nazywam się Ellie. Wraz z  przyjaciółmi wybraliśmy się w górską podróż do Piekła. Wycieczka okazała się elementem scalającym naszą przyjaźń. Przyjaźń i nie tylko. Po wspaniałym czasie spędzonym w naturze wróciliśmy nie do domu, lecz do prawdziwego piekła. Ludzie zniknęli, zwierzęta były martwe. Nikt nie wie co się stało, nikt nie wie co teraz będzie. Lecz jedno jest pewne. Musimy walczyć by przeżyć.

Mamy rok 2016. „Jutro” jest z roku 2011 i nie wiem jak to jest możliwe, że przeczytałam tę książkę dopiero w tym roku. Tak naprawdę gdyby nie Marta, która mi ją pożyczyła do tej pory nie słyszałbym o niej. I jak wiele bym straciła.

Jak już mówiłam „Jutro” dotarło do mnie przez Martę i na początku sobie leżało. Czekało na swoją kolej. Przyszedł odpowiedni wieczór i książka wpadła w moje łapki. Początek szedł mi ciężko. Przeczytałam 10 stron. Następnego ranka kolejne 10. I przyszedł Fobos, którego tak nie mogłam się doczekać, że wbrew moim zasadom książka po prostu wylądowała z boku. Skończyłam jedną i wróciłam do mojej wcześniejszej lektury. I wtedy się w niej zakochałam. Tak jakby pierwsze 20 stron, które mi nie leżały nie miały znaczenia. Przyszedł odpowiedni moment i zostałam porwana za okładkę. Nie mogłam się oderwać. Po prostu nie mogłam.

Książka jest napisana lekkim, przyjemnym językiem. Bardzo szybko się czyta. Akcja rozwija się stopniowo co oczywiście jest na plus. Wiadomo, nie jest to szczyt literatury, ale ma w sobie to coś. Uczy wielu życiowych wartości. Fabuła jest przejrzysta i bardzo wciągająca. „Jutro”  ma w sobie to , co po odłożeniu każe człowiekowi złapać ją i czytać dalej.

Podoba mi się bardzo to, że akcja rozgrywa się w Australii. Jest pewnie wiele książek, których fabuła osadzona jest na tym odległym kontynencie, ale ta jest moją pierwszą i to dla mnie miłe zaskoczenie. Bohaterami książki zwykli ludzi. Zwykli, najzwyklejsi nastolatkowie, którzy po prostu chcieli odetchnąć od codzienności. W momencie kiedy zaczynałam czytać „Jutro” nie miałam pojęcia o czym jest i w momencie, kiedy fabuła doszła do momentu żywszej akcji, zdziwiłam się, że książka będzie o tym. Nie spodziewałam się tego. Szok.


Minusów? Raczej nie ma. No może jej grubość. Niecałe 300 stron dobrej książki to zdecydowanie za mało. Ale w tym momencie, kiedy możemy czytać całą serię w ciągu, nie jest to takim wielkim złem.

0 komentarze:

Tytuł: Fobos org. Phobos Autor: Victor Dixen Wydawnictwo: Otwarte Rok wydania: 2016 Liczba stron: 449 „Sześciu uczestni...

39. Fobos


Tytuł: Fobos org. Phobos
Autor: Victor Dixen
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 449


„Sześciu uczestników z jednej strony. Sześć uczestniczek z drugiej strony. Sześć minut na spotkanie. Wieczność na miłość.” to właśnie obietnice kosmicznego projektu Gensis, którego jedną z uczestniczek jest Leonor- 18-letnia Francuzka, która od lat dziecięcych boryka się z wieloma problemami. Lepszego życia i sławy szuka w KOSMOSIE. Wraz z pozostałą jedenastką uczestników odbywa podróż na Marsa, by założyć pierwszą w historii ludzką, kosmiczną kolonię. Żaden z uczestników nie ma nic do stracenia, więc jak to wszystko się rozwinie?

Fobos to zdecydowanie jedna z lepszych książek, które ostatnio przeczytałam, ale mam pewne zastrzeżenia. Książka i zawarta w niej historia bardzo mi się podoba, ale miałam pewien problem z jej czytaniem. „Kosmiczne” rozdziały chłonęłam jak gąbka, czytało mi się bardzo przyjemnie, natomiast rozdziały „z Ziemi” szły mi jak krew z nosa. Czegoś mi w nich brakowało i nie mogłam się doczekać powrotu do tych kosmicznych. Oczywiście jedne bez drugich nie miałby sensu i razem tworzą wspaniałą całość, ale te pierwsze dużo bardziej mi się podobają.

Zawartość książki to niesamowita historia dwunastu młodych ludzi, którzy w poszukiwaniu lepszego, nowego „ja” wyruszyli aż na Czerwoną Planetę. Fobos należy do tych powieści, które jak już nas złapią to nie puszczą do samego końca. Tak naprawdę sporo czasu po jej przeczytanie nie mogłam zabrać się za coś innego. Kac książkowy pełną gębą.

Książka jest napisana w bardzo przyjemny, zrozumiały dla czytelnika sposób. Nie ujmuje jej to jednak napięcia, które jest bardzo ładnie zbudowane. Jak już wspominałam Fobos podzielony jest na dwa rodzaje rozdziałów: „kosmiczne” i „ziemskie”. Dzięki temu zabiegowi możemy wydarzenia dostrzec z dwóch storn, z dwóch różnych perspektyw. I mimo, że w „ziemskich” rozdziałach mi czegoś brakuje to bardzo podoba mi się taki sposób przedstawienia historii.

Bohaterowie..Jak chyba każdy mam swoich ulubieńców. Leonor to skomplikowana dziewczyna, która na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo otwrta, jednak z czasem dostrzegamy w niej wiele tajemnic i ukrytych emocji. W niektórych momentach wydaję się być niezrównoważona psychicznie, ale jednak złożona budowa kupiła jej moją sympatię. Każdy z uczestników programu Genesis ma w sobie coś niezwykłego, coś co odróżnia go od reszty jednak rudowłosa piękność wygrywa.

Fobos to książka na wielki plus i naprawdę warto ją przeczytać. Raczej lekka, codzienna książka do odpoczynku. Polecam z całego serduszka. 

***
Przepraszam Was wszystkich za moją tak długą nieobecność. Najpierw koniec roku szkolnego, teraz wakacje i jak każdy potrzebowałam odpocząć od wszystkiego. Wracam już do was z nowym zapasem przeczytanych książek do zrecenzowania. Serdecznie pozdrawiam!

7 komentarze:

Tytuł: Nenermore. Otchłań org. A  Nevermor Book. Oblivion Autor: Kelly Creagh Wydawnictwo: Jaguar Rok wydania: 2016 Liczba stro...

38. Nevermore. Otchłań.


Tytuł: Nenermore. Otchłań org. A  Nevermor Book. Oblivion
Autor: Kelly Creagh
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2016

Liczba stron: 425

Tym razm skorzystam ze steszczania znajdującego się na stornie wydawnictwa, ponieważ nie umiem określić o czym jest ta książka.
Dla Isobel Lanley cienka linia pomiędzy życiem a śmiercią zatarła się już dawno. Po spotkaniu z Varenem, które omal nie zakończyło się jej śmiercią, dziewczyna boi się wracać do niebezpiecznego świata snu. Ale koszmary powracają i zaczynają się wplatać w rzeczywistość, nie pozostawiając jej wyboru. Ciemność Varena znowu zagraża nie tylko jej, ale całemu światu, który może pochłonąć.
Isobel obawia się o swoje codzienne życie, o swoje zdrowe zmysły i o Varena – szczególnie po nowej stracie, jaka go dotknęła. Co gorsza, upiorna Lilith pragnie zatrzymać chłopaka dla siebie i zrobi wszystko, by się jej nie wymknął – naprawdę wszystko.
Czy Isobel ma szansę na szczęśliwe zakończenie? Światy się stapiają, a losy się krzyżują w zapierającym dech w piersiach finale trylogii „”Nevermore””.”


Nie mam pojęcia od czego zacząć. Otchłań to zdecydowanie najgorsza część z całej trylogii. Dawno tak źle nie czytało mi się książki. Niby 425 stron, a czytałam to tydzień. Początkowe i środkowe rozdziały dla czytelnika były istną tragedią. Naprawdę ciężko było to czytać. Na szczęście końcowe rozdziały trochę poprawiły sprawę.

Już na satarcie dostajemy porcję marudnej, wiecznie niezadowlonej Isobel. Przepraszam za stwierdzenie, ale ta dziewczyna zachowuje się jakby miała wieczny okres. Naprawdę. I tak źle, i tak niedobrze. Myślałam, że w tej części dziewczyna weźmie się w garść, ale niestety się myliłam.
Start był ciężki. Poźniej było tylko gorzej.

Tak właścwie to ciżęko tu mówić o  akcji. To jest hmm...ciąg wydarzeń, któremu do sensu daleko. Może to ja czegoś nie rozumiem, ale nie widzę nic konkretnego w tym, co tam się dzieje. Wszytsko jest zagmatawne, niejasne i poplątane. Do tej pory nie mogę pojąć kilu rzeczy, które tam przecztałam. I nawwet nie będę więcej próbować.

Ksiażka jest napisana w bardzo dziwny sposób. Wszytskie części Nevermore są napsiane specyficznym językiem i w indywidualnym dla autorki stylu, ale tak, jak w poprzednich częściach nadawało to klimatu, tak tutaj przeszkadza niemiłosiernie  i utrudnia czytanie. W połączeniu z brakiem akcji i marudną główną bohaterką jest to klops. Taki przypalony i niesmaczny.

Skończyła się trylogia, a my nadal o Varenie wiem tyle, co kot napłakał. Cały czas tylko Isobel i Isobel, a to on jest tu najbardziej irytująca. Tak, jak już wcześniej wspomniała moja kochana Raven, zgadzam się z tym, że pokuszenie się o zmianę narratora w tej części poprawiłoby wiele. Nareszcie dowiedzielibyśmy się czegoś o naszym tajemniczym, skrytym chłopcu, który to właśnie swoją zagadkowością nas przyciąga. Tylko ile można żyć w niewiedzy? Jak widać do samego końca. To dużo gorsze, niż tragiczne zakończenie. Naprawdę.

„Uważaj, czego pragniesz...Możesz to otrzymać”. Tak bardzo chciałam kolejnej części, liczyłam na tak wiele i zawiodłam się bardzo. Pokładałam duże nadzieje w tej książce, ale niestety nie dostałam praktycznie nic. Niestety Otchłań nie będzie należała do miło wspominanych.

Może tak dla odmiany coś dobrego. Dobrego było niewiele. Był Varen, który od początku jest bardzo interesującą postacią. Jak już wspominałam, jest kilka całkiem dobrych rozdziałów w pobliżu zakończenia. Czytało się jej bardzo przyjemnie i wtedy zostałam wciągnięta w tą część.

A zakończenie? Szału nie ma, dupy nie urywa. Kończy się dobrze, ale zawsze mogło być lepiej. Jednego w tym zakończeniu nie mogę wybaczyć autorce, ale bez spojlerów.

1 komentarze:

Tytuł: Maybe Someday Autor: Colleen Hoover Wydawnictwo: Otwarte Rok wydania: 2015 Liczba stron: 440 Ridge to niesa...

37. Maybe Someday


Tytuł: Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 440

Ridge to niesamowicie zdolny gitarzysta, który powala na kolana każdego.  Jednak jego utwory mają jeden mankament – nie mają tekstu. Od dłuższego czasu chłopak ma blokadę twórczą i nie może napisać nic sensownego. Podczas jednej ze swoich codziennych prób widzi dziewczynę, która śpiewa do jego muzyki. Postanawia dowiedzieć się kim ona jest.

Sydney to dwudziestoparoletnia studentka o poukładanym życiu. Ma pracę, najlepszą przyjaciółkę i wspaniałego chłopaka. Żyć nie umierać. Jednak w dniu jej dwudziestych drugich urodzin cały świat obraca się o 180 stopni, a dziewczyna ląduje z walizką na deszczu.

Na ratunek przychodzi gitarzysta, który przygarnia dziewczynę do czasu, aż ta nie stanie na nogi.  Od początku znajomości tych dwóch łączy coś tajemniczego, jednak po krótkim czasie odkrywają, że razem mogą stworzyć coś niesamowitego. Co przyniesie tym dwojgu los? Czas pokaże.

Maybe Someday to książka pełna muzyki, przyjaźni, miłości i relacji międzyludzkich. Maybe Someday to również książka lekka, na co dzień, do poczytania. Jeśli potrzebujesz książki lekkiej w obsłudze to jest to idealna książka dla Ciebie.

Po przeczytaniu Hopeless pozostałe książki Collen Hoover mają bardzo wysoko postawioną poprzeczkę. Ta powieść jej nie przekroczyła. Nie jest to jednak zła książka, jest dobra, ale jak już mówiłam, jest niewymagająca i lekka. Jest napisana przyjemnym językiem, który jest łatwy w odbiorze i lekko się go czyta. Można powiedzieć, że książka czyta się praktycznie sama. I wciąga.
Książka ma dwóch narratorów dzięki czemu możemy poznać zawartą w niej historie z dwóch stron.  Podoba mi się ten zabieg. Moim zdaniem do tej książki pasuje idealnie. Dzięki temu narracja w książce nie jest monotoniczna, a ma w sobie to coś, co zachęca do czytania.



Maybe Someday w bardzo ciekawy sposób przedstawia głuchotę i wiele związanych z nią aspektów takich jak relacja osób głuchych z otoczeniem, sposób komunikacji ze światem zewnętrznym czy życie codzienne. Autorka w sposób dogłębny ukazuje w swoim dziele, że częściowa niepełnosprawność nie wyklucza człowieka z życia codziennego. Czyni go wyjątkowym na wielu płaszczyznach, ale jednocześnie przedstawia go jako normalnego człowieka w żaden sposób nie gorszego od innych.

Historia dwojga ludzi, których połączyła muzyka i zrządzenie losu. Pełna uczuć, emocji i oczywistych sytuacji. To chyba jedyna rzecz, która przeszkadza mi w tej książce. Nie jest zaskakująca. Choć naprawdę ciężko zaskoczyć człowieka, który ma na swoim koncie przeczytanych wiele książek. Więc w gruncie rzeczy można jej to wybaczyć. Czy polecam? Polecam. Na co dzień. 

3 komentarze:

Dziękuję za nominację Darii z Podróże w Książki . Bardzo miło z Twojej strony, że o mnie pomyślałaś.  Zaczynamy! 1.Poderżnięte gard...

Śmiercionośny Book Tag.


Dziękuję za nominację Darii z Podróże w Książki. Bardzo miło z Twojej strony, że o mnie pomyślałaś. 

Zaczynamy!


1.Poderżnięte gardło - książka w której wiele rzeczy działo się niespodziewanie.

Może nie po całości, ale Czerwona Królowa. Czegoś takiego się nie spodziewałam. Zwłaszcza zakończenia.

2. Samobójstwo - książka, którą ktoś ci polecił, a ty przeczytałaś z uprzejmości, mimo że ci się nie podobała.

 Hmmm...Na myśl przychodzi mi tylko jedna- Miastko Kości. Chociaż może po kolejnym podejściu zmienię zdanie.

3.Żyletka - książka, o której słyszałaś, że jest dobra, ale na koniec okazała się jeszcze lepsza.

 Zdecydowanie Złodziejka Książek. Książka okazała się re-we-la-cyj-na. Słyszałam o niej dużo dobrego, a dostałam jeszcze więcej.

4.Powieszenie na stryczku - książka była bardzo nudna i długo się ją czytało.

Książka, która bardzo mnie zawiodła, czyli Wierna.

5. Kopnięcie prądem - akcja rozpoczęła się na samym początku.

Black Ice. Jedna z lepszych książek, które przeczytałam w 2015r.

6. Jad węża - książka, po której kac gwarantowany.

Bez dwóch zdań Hopeless. Mocna książka, po której kac książkowy trzyma mnie od kwietnia do teraz.

7. Upadek z wysokości - koniec, którego się nie spodziewałaś. 

Ostatnimi czasy trafiam na książki, których zakończenia pozostawiają we mnie ogromny niedosyt. Definitywnie należy do nich Ember in the Ashes. Imperium Ognia.

8. Pobicie - książka, przez którą czułaś, jakbyś wyzionęła ducha.

W tych tematach Hopeless przesłania mi każdą myśl.

9. Płoniesz na stosie - w książce występowało wiele "gorących" wątków.

Cała seria Luks zawiera w sobie od groma „nieczystych” scen.

10. Naturalna śmierć - książka nie dobra, nie zła, ale w sam raz. 

Maybe Someday. Książka luźna, do poczytania, codzienna. Podejmuje ciekawe tamty, ale nie jest bardzo wymagająca.

11. Pogrzebany żywcem - brakowało ci tchu, gdy czytałaś tę książkę.

Mam wrażenie, że połowa tych pytań tyczy się tego samego lecz inaczej to nazywa.
Jesteś Cudem pozbawiło mnie tchu.

12. Wypadek samochodowy - książka, o której dowiedziałaś się przypadkiem i bardzo ci się spodobała.

Na Obsydian wpadłam podczas nocnego pilnowania internetu i tak mi się spodobała, że przeczytałam kolejne części.

13. Wygłodzona - książka, której żałujesz, że autor/ka nie napisał/a kontynuacji.

Nie wiem czy nie wydali jej w Polsce, czy jej po prstu nie ma, ale bardzo chciałbym przeczytać kolejne części Anielskiej.

14. Topielec - książka, w której dużą rolę grały pieniądze.

Pieniądze, pieniądze, pieniądze...Nic na ich temat sobie nie przypominam.

15. Wybuch - książka, w której było wiele wybuchów.

Boom? Nie jestem pewna, gdzie było dużo Boom.

16. Przedawkowanie leków - książka, której kontynuacji jest aż za dużo.

Zwiadowcy. Problemem dla mnie były 2 pierwsze tomy. O reszcie się nie wypowiadam.

17. Plaga, czyli kogo nominuję.




2 komentarze:

Tytuł: Hopeless Autor: Colleen Hoover Wydawnictwo: Otwarte Rok wydania: 2014 Liczba stron: 374 Sky to nastoletnia, adopto...

36. Hopeless


Tytuł: Hopeless
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 374

Sky to nastoletnia, adoptowana  dziewczyna, która przez całe swoje życie była czynną uczestniczką domowego nauczania. Jednak na ostatni rok przed pójściem do college’u udało jej się wyprosić zapisanie do szkoły średniej. Sky z racji przyjaźni z dość specyficzną dziewczyną już na stracie  bezpodstawnie otrzymuje etykietę „dziwki” czy „tej puszczalskiej”. Szkoła jednak nie jest taka różowa jak sądziła. Po pierwszym dnu ma dość i postanawia odreagować. Przygotowania do odpoczynku zapoczątkowały serie zdarzeń i doprowadziły do przypadkowego spotkania. Sky poznaje Holdera. Na początku ich relacja jest dość osobliwa, a dziewczynę wręcz przeraża. Holder nie jest jednak przypadkową osobą. Jest zapalnikiem dzięki któremu  głowie Sky kilka szufladek znajdzie swoje miejsce i dziewczyna przypomni sobie przerażające lata sprzed adopcji. Jak wyglądało życie Sky? Co kryją wspomnienia? I kim okaże się Holder?

Hopeless to niesamowita, pełna emocji i uczuć powieść, która bawi się czytelnikiem. To nie jest książka z kosmosu, historia z kosmosu tylko coś całkowicie realnego, ale napisane w taki sposób, że podczas czytania klękajcie narody.

Przyznam się, że na co dzień nie mam styczności z tego typu książkami i z całego serca dziękuję Agacie, która dostarczyła mi ją wraz ze stosikiem „do przeczytania”. (Wchodźcie na nowego bloga Agaty. Zaczęła publikować nowe opowiadanie. Obiecuję, że nie pożałujcie.) Dziękuję. Zabrałam się za tą książkę bo już nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie byłam do niej przekonana..Do czasu, aż nie zaczęłam czytać. Po każdym rozdziale coś w mojej głowie krzyczało „Co ty robisz? Nie powinnaś tego czytać”, ale ja nie mogłam przestać. Nie mogłam nawet na chwilę oderwać się od lektury. Nie mogłam.. Dawno nie spotkałam się z książką, która wzbudzała tyle emocji, które z papieru spływają do serca czytającego.

Mimo wszystkich sprzecznych sygnałów książka przeczytała się sama jednego dnia. Hopeless to jedna z tych książek, które jak już Cie złapią to nie puszczą póki nie skończysz czytać. O jedzeniu i piciu zapomnij. Jeśli zaczniesz to przez najbliższe kilka godzin ta książka będzie całym twoim światem. I po skończeniu też. Powieść wywołuje silnego kaca książkowego.  Jeśli masz więcej książek do czytania tę zostaw na koniec. Chyba, że reszta może poczekać dłuższą chwilę.

Zarówno Sky jak i Holder to bardzo złożeni bohaterowie, którzy wraz z czytaniem odsłaniają coraz więcej tajemnic. Sky to dziewczyna z niezwykłym poczuciem humory i dystansem do otaczającego ją świata, ale  najbardziej w niej lubię ośli upór. Jak coś postanowi to twardo się tego trzyma i nic nie może tego zmienić. Holder to wysportowany, impulsywny, skrywający wiele tajemnic chłopak. Sam sposób jego myślenia potrafi zaskoczyć. Jego zawiła osobowość czyni go chodzącą zagadką. Ale kto ich nie lubi? Hmm..?

Nie chcę odnosić się do treści jak treści. To może zepsuć całą przyjemność z czytania. I w tym przypadku jeśli od początku wiemy jak wszystko się potoczy książka już nie jest tym samym. Mogę jedynie zdradzić, że zawartość książki jest naprawdę dobra. Akcja, która cały czas się rozwija, wiele nieprawdopodobnych wydarzeń i faktów, które spadają na czytelnika jak grom z jasnego nieba. Nie umiem wyrazić słowami nie zdradzając przy tym szczegółów jaka ta książka jest <wow>.  A co w tym wszystkim jest najlepsze? To nie jest żaden szczyt literatury jeśli chodzi o słownictwo czy zawarte w niej treści. Hopeless jest jak najbardziej normalna i to czyni ją tak niesamowitą. Książka od człowieka, dla człowieka. Ona po postu działa. 


3 komentarze:

Tytuł: Ember in the Ashes. Imperium Ognia Autor: Sabaa Tahir Wydawnictwo: Akurat Rok wydania: 2015 Liczba stron: 507 Lai...

35. Ember in the Ashes. Imperium Ognia.


Tytuł: Ember in the Ashes. Imperium Ognia
Autor: Sabaa Tahir
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 507

Laia jest Socholarską, osiemnastoletnią dziewczyną. Żyje w świecie,  którym ludzie tacy jak ona są zrzuceni na margines społeczny, prześladowani, inwigilowani. Pewnego dnia jej mały, skromny świat ulega rozpadowi i obraca się o 180 stopni. Traci najbliższych, a jej brat zostaje pojmany do niewoli. Aby ocalić brata, jako niewolnica najniebezpieczniejszej i najbardziej bezwzględnej kobiety przekracza mury Akademii szkolącej żyjące maszyny do zabijania. Poznaje tam Eliasa. Najlepszego ucznie przed którym otworem stoi  wspaniała kariera. Jednak w głowie chłopaka pojawiają się wątpliwości końca swoich dni chce być ludzkim egzekutorem. Elias jest ogromną zagadką dla Lai, a Laia dla Eliasa. Jedno przypadkowe spotkanie nie tylko zmieniło ich życie, ale również wstrząsnęło światem ich obojgu.

O matko i córko. Ta książka to cudo. Pozbawiła mnie sporej części snu przez kilka ładnych nocy, ale nie żałuje żadnej poświęconej na czytanie godziny. Ember in the Ashes to wspaniała historia o braterskości, honorze i dążeniu do lepszego jutra. Pokochałam ją całą sobą. Czy skradnie też Wasze serca?

Książka dosłownie sama się przeczytała. Mimo zamykających się oczu nie mogłąm się od niej oderwać. Niejednokrotnie budziłam się obok otwrtej książki. Od dłuższego czasu nie sądziłam, że jakaś książka może mnie tak wciągnąć. Myliłam się. Powoi splatająca losy histoira Lai i Eliasa należy do tych najbardziej wciągających.

Na początku książki poznajemu Laie jako cichą, skrzywdzoną przez świat, której brakuje odwagi na cokolwiek. Pierwsze co pomyślałam to „ Matko...Znowu ten typ dziewczyny”, ale nie. Nie tym razem. Jak bardzo się ucieszyłam, kiedy ta mała, szara myszka pod wpływem impulsu powoli zmienia się w odważną dziewczynę, która dokładnie wie, czego chce. Zmiana, która dokonała się w Lai następowała z czasem, etapami. Nie było tak : „O nie jaka ja biedna i nieśmiała.Zabrali mojego brata. Od teraz jestem odważa i rzucam się na przeciw wrogowi.”. To nie ona. Laia jest bardzo dynamicznym bohaterem, który rozwija się równolegle do rozwoju akcji. To jest niesamowite, jak mimo strachu podejmuje wiele działań wbrew sobie. Oby w następnej części nie przedobrzyli z tą postacią.

Elias to Maska. Bezwzględny morderca szkolony od najmłodszych lat. Bezwzględny morderca z względnym serce? Nie. Elias ma bardzo realne serce, które nie poddało się uczuciowemu odczłowieczaniu. Jest najlepszym uczniem w szkole, ma najlepsze wyniki, ale jako jedyny nie poddaje się panującemu do koła okrucieństwu. Jest bardzo złożoną postacią, chwilami ciężką do rozgryzienia. Ale kto nie lubi zagadek? Zwłaszcza jeśli są przystojnymi, dobrze zbudowanymi młodzieńcami. Kolejny książkowy ideał zagościł w moim sercu. (Dlaczego tacy nie chodzą drogą?) Tego bohatera spotykamy w bardzo wielu odmiennych sytuacjach i w każdej jest inny. Nie ma jednej twarzy. Ma ich wiele.

Akcję, miejsce akcji poznajemy z dwóch całkiem odmiennych stron. Książka ma dwóch narratorów. Naszych głównych bohaterów. Takie zabieg pozwala na zobaczenie historii z całkiem dwóch odmiennych stron. Imperium widziane oczami Lai jest przerażającym miejscem, w którym znajduje się jedno tlące się światełko. Jej dom. Ale wszystko do czasu....Ze strony Eliasa Imperium przedstawione jest jako bezkresna, czarna otchłań  pełna siły, mocy, bólu i cierpienia. I w pewnym momencie obie perspektywy zderzają się z wielką mocą. Ich drogi zaczynają się mieszać. Każdy z nich dostaje świeże spojrzenie na świat. Obydwoje mają ogromny wpływ na swoje postrzeganie otoczenia czy podejmowane decyzje.


Już chyba tradycyjnie zakończenie pozostawiło we mnie ogromny niedosyt. Nie mogę się doczekać tego, co przyniesie kolejny tom. Oby mnie nie zawiódł.

2 komentarze:

Pyrkon 2016 już za nami! W tym roku konwent zgromadził blisko 40 tysięcy osób. 40 tysięcy konwentowiczów w mniejszym lub większym stopn...

Pyrkon, Pyrkon i po Pyrkonie..

Pyrkon 2016 już za nami!

W tym roku konwent zgromadził blisko 40 tysięcy osób. 40 tysięcy konwentowiczów w mniejszym lub większym stopniu powiązanych z fantastyką. Cudowna atmosfera, wspaniała atmosfera, wiele atrakcji i trochę mniej rewelacyjna organizacja. Wszystko byłoby rewelecyjnie gdyby nie ponad godzinne stanie w kolejkach. Zdecydowanie kolejki do poprawki. Były one zdecydowanie większe niż w zeszłym roku.


Z racji, że jest tego niewiele zacznę od zakupów, które zrobiłam w tym roku. Nie ma tego za wiele, ale za to jakie piękne. Obowiązkowo przypinki. Nie można wyjechać z Pyrkonu bez przypinki.


I do mojej małej kolekcji wisiorek. 


Było też poky, ale już przepadło w żołądku mojej siostry.

niemiłosiernie długie. W tym przypadku też. Chociaż jeśli chodzi o dobrą prelekcje to nic dziwnego. Jeśli chcesz się dostać musisz być co najmniej 30 min wcześniej przed salą, a najlepiej iść na wcześniejszą prelekcję i przeczekać na tą wyczekiwaną. Dla własnego zdrowia psychiczne. A nóż, widelec się spodoba. W ten sposób wylądowałam na jednej, która okazała się naprawdę ciekawa. Mimo początkowej powtórki z fizyki zafascynowała mnie. I prelekcyjna wisienka na torcie czyli „Seksualność w średniowieczu”, o której napiszę oddzielny post. Prelekcja była prowadza przez blogerkę i ma pojawić się w internecie, więc wystarczy chwilę poczekać i wy dowiecie się tego co ja.

Chyba najbardziej wyczekiwana Pyrkonowa część czyli cospleye. Od groma i trochę. Wiele, wiele uczestników postanowiło się przebrać za bardziej lub mniej znane postacie z gier, filmów, seriali..Gdzie się nie obejrzeć ktoś. [Klik]




Z bananem na twarzy mogę oświadczyć, że byłam uczestnikiem Zombie Walk’u. Niepowtarzalna przeżycie. A jak to wyglądało? Kuśtykająca, krwawiąca, gnijąca fala zombie zalała plac przez jednym z pawilonów. Oddaliśmy atak na cywili, a w odwecie przyszły wojska. Rozegrała się  bitwa między mózgożercami a oddziałem wojska w wyniku której byliśmy martwi...3 razy. Wszystko zakończyło się przemarszem wojska w towarzystwie zombie.




Niestety pogoda w tym roku nie dopisała. Było przeraźliwie zimno, ale na szczęście nie padało w ciągu dnia. Z dwojga złego lepszy chłód niż deszcz. 

Na wymianę książek już chyba tradycyjnie nie dotarłam. Może w przyszłym roku mi się uda. O ile skleroza nie zadziała. I to nie tak, że zapomniałam o wymianie. Zapomniałam zabrać książek z domu. No cóż..Zdarza się najlepszym. 





P.S. Przepraszam, że dwa tygodnie po terminie, ale czas gdzieś mi zniknął.






3 komentarze:

Nadchodzi! Już jutro (tj.8.04.2016 r.) startuje PYRKON! Przez trzy dni na terenie Poznańskich Targów odbywać się będzie jeden z najwi...

Nadchodzi wielkimi krokami!

Nadchodzi!


Już jutro (tj.8.04.2016 r.) startuje PYRKON! Przez trzy dni na terenie Poznańskich Targów odbywać się będzie jeden z największych konwentów w Polsce. Przez 3 dni tysiące miłośników fantastyki  będzie wspólnie zagłębiać się w świat pełen prelekcji i innych fantastycznych atrakcji. 


Wraz z Marceliną z [klik] będziemy czynnie uczestniczyć w Pyrkonie. Sprawozdanie z całego wydarzenia w niedziele wieczorem będzie na blogu. Jeśli jednak jest ktoś, kto chciałby zobaczyć jak to wszystko wygląda oraz chciałby byś na bieżąco to zapraszam do dodawania mnie na snapie:D Tam będzie pojawiać się aktualna relacja i towarzyszące jej wrażenia.


W sobotę odbędzie się wymiana książek [klik]. Trzymajcie kciuki aby udało mi się wyłapać książkowe cudeńka :D 

To jak? Kogo mogę spotkać? Koniecznie dajcie mi znać :D

2 komentarze:

Tytuł: Szklany Miecz org. The Glass Sword Autor: Vctoria Aveyard Wydawnictwo: Otwarte Rok wydania: 2016 Liczba stron: ...

34. Szklany Miecz


Tytuł: Szklany Miecz org. The Glass Sword
Autor: Vctoria Aveyard
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 556

Czerwona z krwi, srebrna z umiejętności. Już nie jedyna. Po wszystkich przerażających przejściach Mare znajduje się wśród „czerwonych jak świt” jednak nic nie staje się łatwiejsze. Nortę pochłoną chaos.  Nowi na każdym kroku ścigani są przez Maviena. Czerwoni poddawani są coraz większemu rygorowi. W śród srebrnych zaczynają się zamieszki? Co będzie dalej? Kogo pochłonie rewolucja? Co zrobi Mare?

Szklany Miecz to jedna z najbardziej wyczekiwanych książek na przełomie 2015/2016. Miałam co do niej ogromne oczekiwania, czekałam na wiele wyjaśnień i rozwinięcie wielu wątków. Ale czy w 100% książka spełniła moje oczekiwania..

Tak jak o Czerwonej Królowej mogłam powiedzieć 1000 słów na minutę, tak teraz kompletnie nie wiem co powiedzieć. Książka mi się podobała, ale nie do końca powaliła. Książka jest dobra, ale nie należy do tych, po których przeczytaniu nie możemy zabrać się za coś zupełnie innego, ponieważ tylko ona nam w głowie. Miała lepsze i gorsze momenty, mimo wszystko z przewagą tych lepszych. Ale czegoś mi tu zabrakło. Tego, co tak  bardzo pokochałam w Czerwonej Królowej. Tej złodziejskiej nutki Mare. Postać stała się tak dziwnie złożona, że aż ciężko się połapać kim tak naprawdę jest i czego chce. Mare stała się kolejną (już niezasłużoną) dziewczęcą marudą, której (no bo przecież tylko jej) życie nie rozpieszczało. Naprawdę. Niektóre wywody były ciężkie w przetrawieniu. Ale...Cal nie lepszy. Chodzący hipokryta, który do końca nie wie czego chce. Przynajmniej on ma szansę na rehabilitację. Mimo, iż ta dwójka trochę zbladła w mich oczach,  to bardzo polubiłam Shade'a i Farley.

Cały ten tragizm Mare na szczęście ratuje to wszystko, co wokół niej się dzieje. Akcja utrzymana na tym samym poziomie. W Szklanym  Mieczu dokonuje się wiele zmian, pada wiele decyzji. Decyzji dobrych i w skutkach tragicznych. Szklany Miecz już nie jest niekontrolowanym rozwojem kłamstw. Szklany Miecz to kłamstwo z premedytacją. Książka jest nieprzewidywalna. Nie ma siły, która sprawiłaby, że jesteśmy w stanie przewidzieć to wszystko, co tam się stało. Niektóre wydarzenia to był naprawdę ogromny szok i wielkie wow. No jak to jest możliwe? No jak?

Może znowu będę narzekać na to samo, ale takich zakończeń się nie robi. Kategoryczny zakaz. To zdecydowanie powinno być karalne. Nie można zostawić czytelnia w tak ogromnej niepewności kiedy za kolejnym tomem trzeba czekać tak długo. To zakończenie to jedyne, co męczy mnie w tej książce i nie daje spokoju. Cały czas woła i woła w mojej głowie „I co? Co będzie dalej?” ,  a ja się tylko wściekam i układam wszystkie możliwe scenariusze, jednak znając autorkę i tak nie trafię w prawdziwe wydarzenie. To nawet lepiej. Lubię być zaskakiwana.

Cóż  mogę powiedzieć. Szklany miecz częściowo zaspokoił mój niedosyt, częściowo nie. Z niecierpliwością czekam na kolejną część. Może tym razem satysfakcja osiągnie 100%.

4 komentarze:

Tytuł: Jesteś Cudem. 50 Lekcji Jak Uczynić Niemożliwe Możliwym org. Be the miracle. 50 Lesson for Making the Impossible Possible Auto...

33. Jesteś Cudem


Tytuł: Jesteś Cudem. 50 Lekcji Jak Uczynić Niemożliwe Możliwym org. Be the miracle. 50 Lesson for Making the Impossible Possible
Autor: Regina Brett
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 351

Jesteś cudem to 50 lekcji o tym, jak mało trzeba, by coś zmienić. To 50 inspirujących felietonów zabranych w całość, które pobudzają w nas myślenie pomagają dostrzec, jak niewiele trzeba by nastały zmiany, by stały się cuda.

Tak szczerze to nie wiem od czego zacząć. Kiedy myślę o tej książce mam ochotę wziąć pędzel i na białym płótnie "czasnąć"czarną plamę i powiedzieć „To wyraża wszystko”. Albo napisać Raffaello.
Jesteś Cudem to nie tylko książka. To mały cud, który w niezwykły sposób przedstawia nam jak niemożliwe, staje się możliwe. Czy to czytając każdą lekcję z osobna, czy całość dostajemy kopa pozytywnej energii i dobrych myśli, które gotują się nam w głównie niczym zakupoholiczka przed wyprzedażą. (Swoją drogą: Kto ich nie kocha?)

Istnieją dwa sposoby czytania tej książki:
- po jednej lekcji
- całość na jednego gryza.
A to wszystko w zależności na zapotrzebowanie w dostawę pozytywnej energii. Porcjami? A może tak bomba kaloryczna? Każdy sposób jest dobry. Każdy przekazuje nam to samo. Jesteś Cudem przeczytałam na raz i nagle w 10 minut zapragnęłam zmienić wszystko o 180 stopni. To w jaki sposób książka dociera do czytelnika jest niesamowite. Niby nic. Zaledwie 351 stron. Ale 351 stron czego? Życiowych sytuacji „Niemożliwe staje się możliwym”.

To jest moje ente podejście to tej recenzji i chyba ciągle nie umiem ubrać w słowa tego, co chciałbym o niej powiedzieć. Książka jest po prostu cudowna. Pełna wartościowych lekcji, drobnych dobrych rad i dawki pozytywnego humoru. Podnosi, uczy, motywuje, pokazuje i wile, wile innych niesamowitych właściwości ma ta drobna książeczka. W życiu nie czytałam książki w taki sposób jak ten. Po zakończeniu z książki wystawał milion kolorowych karteczek, które w połączeniu z ołówkiem stworzyły listę cytatów, sentencji do których będę wracać.

Mogę pisać i pisać o tej książce, ale to nie odda tego, co się w niej znajduje. To trzeba przeczytać. Trzeba odczuć. Trzeba przetrawić. W opowieść\ciach wszystko brzmi dobrze, ale doświadczone na własnej skórze smakuje jeszcze lepiej.  Więc śmiało. Łapcie za nią i czytajcie. Nie pożałujecie. 

0 komentarze:

Tytuł: Bajki Uzdrawiajki Autor: Justyna Piecyk Wydawnictwo: Wymownia Rok wydania: 2016 Liczba stron: 26 Bajki Uzda...

32. Bajki, które leczą.


Tytuł: Bajki Uzdrawiajki
Autor: Justyna Piecyk
Wydawnictwo: Wymownia
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 26

Bajki Uzdarwiajki czyli bajki, które leczą.

Bajki Uzdrawiajki to zbiór ośmiu bajek, które w niesamowity sposób ukazują, jak bardzo możliwe jest zwycięstwo z ciężką chorobą. Bajki nie mówią wprost: „ Będzie dobrze, ponieważ musi być” , ale ukazują walkę, wiarę w siebie i zawzięcie małych bohaterów. Każda z opowieści w inny sposób przedstawia chorobę i drogę, jaką musi pokonać mały pacjent, aby wrócić do siebie.

Bajki jak to bajki skonstruowane są w sposób lekki i przyjemny w odbierze dla młodego czytelnika. Jednak jest w nich coś innego, coś co pozwala odbiorcy wczuć się w bohatera, związać z jego przeżyciami i razem z nim walczyć o lepsze jutro. Każda z nich uczy wytrwałości i wiary w siebie, w swoje siły i tego, że można. W opowieściach choroba nie jest przedstawiona jako koniec świata tylko jako czasowa dysfunkcja, którą da się pokonać. Książeczka dodaje swojego rodzaju woli walki. Skoro udało się żyrafce, to dlaczego mi by miało się nie udać? Przecież ja też mogę.

Pragnę również pogratulować świeżo upieczonej autorce dobrze wykonanej roboty. Nie każdy potrafi w ten sposób dotrzeć do małego pacjenta. Oby tak dalej. 

0 komentarze: