Tytuł: Koniki Gwiezdnej Klingi. Nowy Mrok   org. A New Darkness Autor: Joseph Delaney Wydawnictwo: Jaguar Rok wydania: 2016 Lic...


Tytuł: Koniki Gwiezdnej Klingi. Nowy Mrok org. A New Darkness
Autor: Joseph Delaney
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 345



Tytuł: Kroniki Gwiezdnej Klingi. Mroczna Armia org. The dark Army
Autor: Joseph Delaney
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 367



Tytuł: Kroniki Gwiezdnej Klingi. Mroczna Zemsta org. The Dark Assassin
Autor: Joseph Delaney
Wydawnictwo: Jaguar 
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 339

Po śmierci Starego Gregorego pieczę nad stracharskim fachem sprawuje ostatni z jego uczniów - Thomas Ward. Zły został pokonany, ale z północy nadchodzi ogromne niebezpieczeństwo. Kobaloscy magowie i wojownicy pragną opanować odległe tereny, zabić chłopców i mężczyzn oraz zniewolić wszystkie ludzkie kobiety. Do walki z groźnym nieprzyjacielem przyłącza się Grimalkin, która nie do końca pozostaje szczera ze swoim towarzyszem broni, przez co dochodzi do wielu nieporozumień. Gdy wszystko wydaje się być przegrane, na horyzoncie pojawia się stara przyjaciółka Thoma, Alice. Postać wprowadza jeszcze większe zamieszanie...

Jest mi strasznie przykro, że w celach marketingowych zepsuto serię, którą darzę ogromnym sentymentem. Kroniki Gwiezdnej Klingi to DNO. Mimo, że wszystko nazywa się tak samo, jest zupełnie inne...

Jest aż tak źle, że nie wiem od czego zacząć. Jedyne na co mam ochotę, to wymazać to wszystko z pamięci i skończyć na bezpiecznej granicy wyznaczonej ostatnim tomem Kronik Wardstone. Moim zdaniem Kroniki Gwiezdnej Klingi skopały wszystko. Od bohaterów, przez akcje aż do moich wspomnień. 

O ile pierwszy tom był ok, tak druga i trzecia część są śmiechu warte. Nie ma tam praktycznie nic co przypominałoby stare, dobre Kroniki Wardstone. Nie poznaje żadnego z bohaterów. Thom ma rozdwojenie jaźni, Grimalkin pożegnała się ze swoimi zasadami, a Alice... ona nie powinna istnieć. Próbowałam to zrozumieć i przetrawić, ale nie pomogło. Jestem w pełni świadoma, że na przestrzeni tych kilku tomów bohaterowie dorastali i dojrzewali. Zwłaszcza Thom i Alice, których poznaliśmy, jak byli jeszcze dziećmi. Nie uprawnia to jednak do upadku postaci na dno i całkowitej zmiany ich osobowości.

Fabuła i akcja są jakby pisane na siłę, żeby było, żeby pisać. Wszystko w dalszym ciągu napisane jest lekkim i łatwym w odbierze języku, ale naciągnięte do granic możliwości. To jeden z tych przypadków, w których autor nie wiedział kiedy skończyć pisać i stworzył TO. Ogrom nieprawdopodobnych, nawet jak na fantastkę, zdarzeń, ciągów przyczynowo-skutkowych i co najgorsza relacji międzyludzkich.

Kto czytał doskonale wie o czym mówię. Wątek miłosny to ostatnie co pasuje do powieści. Można było się spodziewać, że prędzej czy później nastoletnich bohaterów strzałą miłości postrzeli Kupidyn. Po cichu, w głębi serca liczyłam, że tak nie będzie, że JUST FRIENDS i wszystko będzie jak dawniej, ale nie. To też zostało zabrane. Przez ten jeden wątek, główny bohater wychodzi na hipokrytę, który nie radzi sobie z ludzkimi emocjami. Brawo.

Może gdyby Kroniki Gwiezdnej Klingi byłby oddzielną serią miałoby to większy sens, ale dla wiernego fana jest to strzał w kolano. Nie pozostaje mi nic poza próbą wymazania tego z pamięci. Płakać się chce. Zabolało. 

EDIT: Najlepszy pedantyczny przecinkomaniak Julia Gulcz





Tytuł: Zły Romeo org. Bad Romeo Autor: Leisa Rayven Wydawnictwo: Otwarte Rok wydania: 2017 Liczba stron: 436 Gdy Julia sp...


Tytuł: Zły Romeo org. Bad Romeo
Autor: Leisa Rayven
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 436


Gdy Julia spotyka swojego Romea zaczyna iskrzyć. Cassandra Taylor przenosi się na drugi koniec kraju, do najlepszej szkoły aktorskiej, by spełnić swoje marzenie i uciec od nadopiekuńczych rodziców. Tam poznaje Ethana Holta, którego jednocześnie ma ochotę zabić i dogłębnie poznać. Ich wspólne studenckie początki nie były łatwe, a moment zagrania najbardziej znanych kochanków na świecie tworzy między parą bohaterów więź, ewoluującą w dramatycznie romantyczną historię...

Zacznijmy od tego, że sama w życiu bym się za tę książkę nie zabrała, nie zwróciłabym na nią uwagi. Zawsze o książkach tego gatunku mówiłam, że nie, to nie dla mnie i tym podobne wywody. Jednak za sprawą mojej Agaty, która zalewała mnie snapami cytatów, fragmentów książki postanowiłam ją przeczytać. Więc pewnego, letniego dnia tydzień temu pożyczyłam ją sobie bez pytania. I przepadłam, a na napisanie tej recenzji musiałam poczekać kilka dni, aż emocje opadną.

Książka jest pełna namiętności i wycofania. Intymności i goryczy. Skopanych spraw, wspaniałych wspomnień, pragnień, złości i pogmatwanych uczuć.

Całość utrzymana jest w specyficznym, skrytym klimacie. Powieść ma wiele niedomówień, co w tym przypadku nadaje jej niepowtarzalnego charakteru. Nie jest monotonna, nie nudzi. Każde zdanie wciąga i zachęca do czytania następnego. Książka czyta się sama i momentalnie liczba kartek do przeczytania maleje. Niknie w oczach.

Mimo, że moja wyobraźnia została poruszona nie mogłam sobie wyobrazić tajemniczego Holta. Ba, nadal nie mogę go zobaczyć. Widzę jedynie mocno zarysowaną szczękę, zawadiacki uśmiech i kosmyk opadający na twarz spod kaptura, który luźno zsuwa się przykrywając resztę oblicza, aż do połowy nosa. Holt jest niesamowity. Jednocześnie delikatny, wrażliwy i z mocnym charakterem. Wycofany ze świata i pełen życia. Pełen sprzeczności, niedociągnięć.  Bardzo ludzki. Nasz tytułowy Zły Romeo. Gdy wchodzi na scenę, znika i pojawia się jeszcze bardziej sobą w postaci, którą odgrywa. Bardzo dobrze wykreowany bohater. „Ma psychikę poplątaną jak 5 metrów kabla w kieszeni”

Cassie, Cassandra to dziewczyna z małego miasta, z marzeniami wielkimi jak ocean. Postać dynamiczna, kształtująca się przez całą powieść. Od wycofanej dziewczyny do duszy towarzystwa. Zmiany w większości są ze smakiem, ale bywają i bez. Emocjonalna, uczuciowa dziewczyna z wewnętrznym zacięciem. Po prostu Julia.

Mimo, że Romea i Julii Szekspira nie darzę uczuciem, ta odsłona zostanie ze mną na długo. Zły Romeo nie jest niemożliwe pouczającą książką czy niespotykaną historią. Fabułą może przypominać inne książki literatury młodzieżowej, ale sposób w jaki została napisana czyni ją niepowtarzalną. Wysoki pułap, na którym się znajduje zawdzięcza głównym bohaterom. To oni są kwintesencją powieści.

Tytuł: Królewska Klatka org. King’s Cage Autor: Victoria Aveyard Wydawnictwo: Otwarte Rok wydania:  2017 Liczba stron:...


Tytuł: Królewska Klatka org. King’s Cage
Autor: Victoria Aveyard
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania:  2017
Liczba stron: 559

„Powstaniemy. Czerwoni niczym świt.”


Mare Barrow. Czerwona z krwi, Srebrna z umiejętności. Zdana na łaskę Mavena. Zamknięta, znieważona, niepewna jutra. Po oddaniu się Mavienowi w zamian za bezpieczeństwo innych, trafia do królewskiego pałacu, gdzie zostaje zamknięta w królewskiej klatce. Niesamowitym luksusie uwieńczony cichym kamieniem i Arvenami tłamszącymi jej energię. Zamknięta w czterech ścianach pewna życia, niepewna jutra. Młody król bawi się jej życiem trzyma ją tak blisko siebie, jak tylko się gdyż...nie może jej zabić. Jego towarzystwo to dla młodej Nowej największa kara..

Jest mi niezmiernie przykro, gdyż pierwsze 250 stron książki mnie zawiodło. Wmuszałam je w siebie siłą. Nie działo się tam nic, co choć na chwilę mogłoby przykuć moją uwagę. Czytało się ciężko, wolno i ze smutkiem.

Jednak jak wielkie szczęście wymalowało się na mojej twarzy, gdy wraz z kończącą się 250 stroną akcja nabrała tempa, fabuła się rozwinęła, zaczęło się dziać. Od tamtej pory ciężko było oderwać mnie od książki, czytanie biegło z górki, stron szybko ubywało. Zdecydowanie druga część powieści ją uratowała. Akcja stała się wartka, bohaterowie wielopoziomowi, ze złożoną osobowością.

Autorka wprowadziła wiele niespodziewanych wydarzeń, które zaskoczyły. Nawet w najdalszych odmętach części wyobraźni odpowiedzialnej za „a może będzie tak” nie wpadła na to, ani  na nic podobnego. Manipulacja charakterem bohatera i zmiany w niego wprowadzone są intrygujące. W jednym momencie bohater, o którym miałam utarte zdanie potrafił je zmienić, przesunąć w innym kierunku.

I...i to nieszczęsne zakończenie które złamało moje serc. I nie tylko moje. (Pozdrawiam Agatę) Po raz kolejny Victoria Aveyard stworzyła zakończenie za które powinno się karać. Pełne niedopowiedzeń, pytań bez odpowiedzi, niespełnionych marzeń...

Tytuł: 13 powodów org. Thirteen Reasons Why Autor: Jay Asher Wydawnictwo: Rebis Rok wydania: 2017 (III dodruk) Liczba...


Tytuł: 13 powodów org. Thirteen Reasons Why
Autor: Jay Asher
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2017 (III dodruk)
Liczba stron: 272

(Zawiera spoilery)

Cześć jetem Hannah. Hannah Baker. A to moja historia...
Wydaje mi się, że historie Hannah każdy z nas już zna za sprawą serialu na podstawie książki. Jednak dla tych, którzy jeszcze nie trafili na 13 powodów:
Przed drzwiami swojego domu Clay Jensen znajduję tajemnicze pudełko, którego zawartość okazuje się być szokująca. Wewnątrz znajdują kasety nagrane przez Hannah, która dwa tygodnie temu popełniła samobójstwo. Nagrania przedstawiają 13 powodów przez które dziewczyna odebrała sobie życie.



Przyznam się bez bicia, że książkę przeczytałam po obejrzeniu serialu. I to dopiero wtedy, gdy zrobiło się o nim naprawdę głośno. Wstyd, ale tak naprawdę było.  Ma to swoje plusy i minusy. Jak ogromne było moje zdziwienie kiedy wraz z czytaniem wyszły na jaw te wszystkie różnice, zmiany...Przekształcona w serial historia zmieniła się w typowo amerykańsko-nastolatkowo-współczesny serial.  Zrobili widowisko. Nie obyło się oczywiście bez wątku homoseksualnego. W przypadku książki 0. W serialu 3. To takie modne. Ahh Tony... Relacje między bohaterami. Oczywiście. Między innymi relacja łącząca nastolatka, który zginął w wypadku samochodowym a Clay’em. Takie szczególiki jak sklep z butami i taki hmm..ogólny. Kolejność kaset. No i oczywiście sposób śmierci Hannah. W serialu ogromnie widowiskowy, wręcz wyjściowy (o ile taki może być) w książce- szary, cichy i już nie taki spektakularny. (Po prostu nie mogę tego napisać.)

Hannah Baker czyli skrzywdzona manipulantka. Przyznam szczerze, że nie pałam ogromną miłością do Hannah. Mimo krzywdy, problemów jakie miała jej skłonność do dramatyzowania i manipulacji mnie zniechęca. Były momenty zarówno w książce jak i serialu, w których przesadzała. Każdy może być zagubiony i każdy reaguje na to w inny sposób, ale istnieją granice normalności. Hannah chciała się odegrać, sprawić by inni zrozumieli, ale czy nie zrobiła czegoś gorszego niż jej oprawcy? Świadomie rozegrała taśmową grę nie dając możliwości odniesienia się do tego.



Clay Jansen. Mój ulubieniec. Postać wykreowana w bardzo osobliwy, wyjątkowy sposób. Clay jest bardzo emocjonalnym chłopcem i chyba to najbardziej mnie w nim urzekło. Sposób w jaki oddziałują na niego taśmy, w jaki się wczuwa w to wszystko. Ma swój charakter, swoje zasady i tajemnice. Wyróżnia się czymś innym i to czyni go wyjątkowym.



Spotkałam się z wieloma komentarzami na temat książki. Kilkukrotnie przewinęło mi się stwierdzenie, że nie powinna istnieć bo namawia do samobójstwa. Ale na świecie istnieje wiele dzieł, których bohater odbiera sobie życie. Książka mimo, iż nastolatkowa nie należy do najłatwiejszych w obsłudze. Niektóre części ciężko przetrawić, ale śmierć nigdy nie jest łatwa. Moim zdaniem książka ładnie obrazuje problemy z jakimi mogą się spotykać nastolatki we współczesnym świecie. 

Tytuł: Fobos. Tom 2. org. Phobos 2 Autor: Victor Dixen Wydawnictwo: Otwarte Rok wydania:  2017 Liczba stron: 514 ...



Tytuł: Fobos. Tom 2. org. Phobos 2
Autor: Victor Dixen
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania:  2017
Liczba stron: 514


„Sześciu uczestników z jednej strony. Sześć uczestniczek z drugiej strony. Sześć minut na spotkanie. Wieczność na miłość.” Podróż trwa dalej. Dwanaścioro uczestników kontunuje swoją podróż. Prawda, która wychodzi na jaw przygniata współzawodników kosmicznego przedsięwzięcia. Wszyscy są świadomi tego, jaka przyszłość czeka ich na Marsie. Jednocześnie nadchodzi długo wyczekiwany, ale też przerażający moment. Czas na ujawnienine Listy Serca. Kto wie, kogo wybrali poszczególni uczestnicy i co tanie się dalej...

Zacznę od końca i znowu wyjdę na marudę, ale naprawdę powinien być zakaz takich zakończeń, które w tym przypadku bardzo we mnie uderzyło. Naprawdę długo zbierałam się z tego co przeczytałam. Plusem jest to, że mam pewność, że coś będzie dalej...

Już jest tak długo wyczekiwany Tom 2. Kto by się spodziewał, że z taką niecierpliwością będę czekać na drugą cześć kosmicznej historii. Otwierając Fobosa miałam ogromne nadzieje co do dalszego rozwoju historii, klimatu, bohaterów. Na szczęście się nie zawiodłam.

Cała powieść przepełniona jest jeszcze większą dawką emocji jednocześnie nie niszcząc dobrego smaku. Czytając można wyczuć uczucia towarzyszące bohaterom. Sama nie wiem czego się dokładnie spodziewałam po tej części, ale nie wydaje mi się, że takiego rozwoju akcji. Niby to ciąg przyczynowo skutkowy, ale fakt, że dzięki podwójnej narracji czytelnik wie więcej niż główni bohaterwie sprawia, e jest to nieoczywiste. Wręcz kooosmicznie zaskakujące.

W wyniku rozwoju całej powieści kilku bohaterów bohaterów straciło w moich oczach i to bardzo. Dopiero teraz w sytuacji mocno kryzysowej okazuje się co kryją bohaterowie schowane głęboko w sobie.

Najbrdziej w tym wszystkim zabolała mnie kreacja głównej bohaterki. Ja nie wiem czy autorzy powieści działają w tej kwestii schematycznie, ale w tym przypadku tak to wygląda. Może trzecia część przyniesie poprawę.

Tom drugi są „dobrością”  nie odbiega od pierwszego. Jest równie wciągający, a może nawet bardziej. Części niekosmiczne były równie wciągające. Wielowątkowść sprawiła, że książkę czyta się bardzo szybko, gdyż trzeba wiedzieć co dzieje się dalej. Wszystkie wątki finalnie łączą się w klarowną całość. Plusik dodatni.

Czy czekam na trzecią część? Czekam! Jestem bardzo ciekawa co ma autor do powiedzenia na temat tak zrobionego zakończenia. Mam nadzieję, że mnie zaskoczy.

***
Dobrze wrócić na swoje. Przepraszam za tak długą nieobecność. Matura zrobiła swoje. Teraz wracam ze zdwojoną liczbą książek i czasu.

Jak widać całość zmieniła nazwę i jest w ogólnym remoncie. Remoncik jeszcze trochę potrwa, ale wszystko ma już ręce i nogi. Mam nadzieję, że zmiany Wam się spodobają. 





Na starcie dziękuję wydawnictwu [ze słownikiem] za obie pozycję i zapraszam na stronę wydawnictwa. Ze strony wydawnictwa: Książki ...

Na starcie dziękuję wydawnictwu [ze słownikiem] za obie pozycję i zapraszam na stronę wydawnictwa.



Ze strony wydawnictwa:
Książki po angielsku – temat długi i szeroki jak rzeka. Rzeka słów. Niestety słów i zwrotów często nam nieznanych a przez to tekstów, które czytamy po angielsku dla nas niezrozumiałych. Czy warto więc czytać w języku obcym i się tak męczyć? Zdecydowanie tak.
Czytanie po angielsku ma wiele korzyści. Po pierwsze poznajemy prawdziwe użytkowanie języka. Prawdziwe formy i struktury a nie przygotowane sztucznie czytanki, które mają nas nauczyć określonych konstrukcji gramatycznych. Prawdziwy język to zupełnie inna historia. To umiejętność kontekstowego doboru znaczeń, znajomości idiomów, skrótów myślowych często wyrażeń pochodzących z dialektów. Jednym zdaniem – to prawdziwy język, z którym  możemy się zetknąć na co dzień. Nie będziemy się tu rozpisywali nad wyższością takiej nauki od czytania z podręcznika - przygotowanego, prostego, wygładzonego tekstu. W prawdziwym życiu, takie teksty i stosowane w nich konstrukcje oraz wyrażenia są rzadkością. Uważamy, że czytanie po angielsku jest jedną z najlepszych, uzupełniających form nauki języka angielskiego. Każdy kontakt z żywym językiem jest cenny.  Każdy taki kontakt wpływa na nasze umiejętności posługiwania się językiem. Oczywiście można również słuchać piosenek, oglądać filmy czy próbować rozmawiać jakkolwiek zrozumienie, zwłaszcza języka angielskiego, ze słuchu, a więc na przykład poprzez wspomniane oglądanie filmów jest zdecydowanie trudniejsze niż czytanie po angielsku.

Jakiś czas temu trafiły do mnie już klasyczne książki w nietypowym wydaniu. Doktor Dolittle i jego zwierzęta oraz Tajemniczy ogród. Książki w języku angielskim ze znajdującym się obok słownikiem.



Z racji, że obie pozycje to klasyki nie będę skupiać się tu na samej treści, lecz na innowacyjnej budowie tych wydań. Mój angielski jest mocno przeciętny. Dogadam się jeśli trzeba, obejrzę też serial z angielskimi napisami. Nie jest źle, ale szału nie ma. Obie te powieści znałam już wcześniej. Czytałam w okresie podstawówki, więc kilka lat temu. Pamiętałam tylko zarys. Szczerze mówiąc, kiedy zabierałam się za pierwszą- Doktor Dolittle...  miałam obawy, ponieważ nigdy wcześniej nie czytałam książek w języku obcym. Bałam się, że nie zrozumiem sporej części treści, jednak wraz z postępującym czytaniem obawy znikały.

W tekście znajdują się wytłuszczone słowa, które przetłumaczone są w wyżej wspomnianym słowniku. Są to kluczowe słowa, niezbędne do zrozumienia sensu zdania. Są to trudniejsze słowa, które ciężko wyciągnąć z kontekstu.Na początku książki znajduje się również słownik najczęściej używanych słów w powieści.

Na początku czytało mi się ciężko, nawet bardzo. Jednak gdy przełamałam się i otworzyłam na ten język w tak powszechnej dla mnie czynności było już z górki. Nie czytałam ich tak szybko, jak książek w języku ojczystym, jednak na tyle szybko, by nie zanudzić się.

Po obu lekturach w mojej pamięci utkwiło wiele nowych słówek, wiele się nauczyłam. I mimo, że są to książki dla początkujących jestem z siebie dumna. 

Tytuł: Harry Potter i Przeklęte Dziecko org. Harry Potter and Cursed Child Wydawnictwo: Media Rodzina Rok wydania: 2016 Licz...



Tytuł: Harry Potter i Przeklęte Dziecko org. Harry Potter and Cursed Child
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 368

Myślę, że w tym przypadku opis odpuszczę.
Jestem niezmiernie szczęśliwa, że było mi to dane przeczytać, a nie zobaczyć. HP i Przeklęte Dziecko jak wszyscy wiedzą jest scenariuszem do sztuki. Zanim go przeczytałam bardzo chciałam ją  zobaczyć, jednak w trakcie czytania diametralnie się to zmieniło. Harry Potter towarzyszy mi od podstawówki. Zarówno książki jak i filmy. Po ich obejrzeniu  mam już twardo utarte postacie i gdybym zobaczyła je w wykonaniu innych aktorów nagle wszystko mogłoby runąć. Mimo różnicy w wieku bohaterów to po prostu nie byłoby to.

Czekałam, długo czekałam i jak wielu fanów Harrego Pottera chciałam więcej. I się doczekałam. Ale czy książka spełniła moje oczekiwania? I czy to naprawdę było konieczne?

Jestem z tych ludzi, którzy za wszelką cenę unikają spoilerów zwłaszcza tych książkowych. Prócz ogólnych informacji nie miałam zielonego pojęcia na temat tego, co czeka mnie w środku. Omijałam wszelkie spekulacje, a z czasem i recenzje, ponieważ czekałam na moje małe nieodgadnione coś. Otworzyłam książkę i...i sama nie wiem czego się spodziewałam. Zobaczyłam ten podział na role i gdzieś w mojej głowie zapiła się czerwona lampka: „Co ty robisz? Ty takich rzeczy nie czytasz”  i momentalnie „To przecież Harry Potter. No czytaj!” i posłuchałam tego drugie głosu.

Książkę pochłonęłam w kilka godzin. Dwa wieczory między zadaniami domowymi i nauką. Czytało się jak na dramat bardzo przyjemnie. Tylko gdzie fajerwerki? Gdzie oklaski? Nie ma! Obyło się bez większego cudu. Nic, co przebiłoby sagę o przygodach znanego na całym świecie czarodzieja. 

Książka bardzo mi się podoba, dobrze się czyta, ale brak jej tej magii. Tej harrypotterowskiej otoczki stworzonej przej J.K. Rowling. Wszystko wydaje się takie  znajome, ale jednocześnie trochę obce.
Sama zawartość jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Spodziewałam się innej koncepcji przeklętego dziecka i towarzyszących mu wydarzeń. Bohaterowie pozostali w dużej mierze niezmienni. Ten sam wyjątkowy Harry, Ron ze swoim nietuzinkowym poczuciem humor, Hermiona wszechwiedząca i porywczy Draco. Ten stały, spójny element sprawił, że znowu na chwilkę poczułam się jak mała dziewczynka, która swoją przygodę z książkami zaczyna od Harrego Pottera.

Wizualnie książka jest śliczna. Przepięknie wydana z uwagą na detale. Ciężko powiedzieć, że nie jest śliczna. Żałuję tylko, że niestety nie komponuje się ze starym wydaniem Harrego. Przecież nie można mieć wszystkiego.

Po dłuższych przemyśleniach nie sięgnęła bym po tę książkę ponownie. Nie żałuję, ale wolałabym, żeby historia Harrego Pottera zakończyła się wraz  z końcem „Insygni Śmierci”. Tak, jak być powinno.  

Tytuł: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile życia org.   God Never Blinks: 50 Lessons for Life's Little Detour...


Tytuł: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile życia org. 
God Never Blinks: 50 Lessons for Life's Little Detours

Autor: Regina Brett
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 320

Nie mam w zwyczaju nie kończyć książek, ale w przypadku tej po prostu nie jestem w stanie. Może kiedyś do niej wrócę, ale nie sądzę, żeby tak się stało. Każdy tę książkę zna, każdy o niej słyszał. Światowy bestseller, który jest przereklamowany. Do przeczytania książki nie zachęciły mnie jednak opinie ludzkie, które krążyły po świecie tylko fakt, że wcześniej przeczytałam Jesteś Cudem, które naprawdę zasługuje na gromkie brawa zachwytu.

Jak już mówiłam, nie skończyłam jej. Nie byłam w stanie. Ta książka ma tak nostalgiczny, dołujący nastrój, że podczas czytania odechciewa się żyć. Znalazłam kilka lepszych fragmentów, niestety mogę je policzyć na palcach jednej ręki. 4 na ponad 200 stron. Coś tu zdecydowanie nie gra.

„50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu” cytując już sam tytuł. Osobiście nie zgadzam się z tym. Czytając tę książkę w ciężkim momencie swojego życia to tak, jak włączyć najsmutniejszą piosenkę, żeby się dobić. Książka nie pokrzepia, ona zasmuca. Podkówka na twarzy murowana.

Do części czysto technicznej nie mogę się przyczepić. Nie mam do czego. Stylistycznie wszystko gra i śpiewa, ale treść. Treść pozostawia wiele do życzenia. Może gdyby nie była to książka z tych o charakterze podbudowującym to byłaby całkiem dobra, ale w takim przypadku  nie jest. Stwierdzenie z okładki jest mocno naciągane. Postawiłam bym je na drodze do nieprawdy.

Nie rozumiem ogólnoświatowej aury, która otacza tę pozycję. Może wynika to z tego, że Jesteś Cudem postawiła wysoką poprzeczkę a może dlatego, że po prostu jest kiepska. 

Mamy wrzesień, już niedługo (miejmy nadzieję, że na dłużej) zaczyna się jesień czyli idealny czas na seriale. Z mojej serialovej strony zmie...

Mamy wrzesień, już niedługo (miejmy nadzieję, że na dłużej) zaczyna się jesień czyli idealny czas na seriale. Z mojej serialovej strony zmieniło się kilka rzeczy. Coś przyszło, coś poszło. No wiecie jak to jest. Do mojej małej serialovej kolekcji dołączyły 2 seriale: 

Lucifer


Lucifer Morningster, przerażjący władca piekła znudzony swoją dotychczasową pracą, gorące dni w czerwieni i czerni zamienia na luksusy w Los Angeles. Zostaje właścicielem dobrze prosperującego klubu. Gdy dochodzi do morderstwa znanej gwiazdy postanawia stanąć po stornie dobra i dzięki swoim umiejętnością znaleźć mordercę. Krótko po minionym wydarzeniu zaczyna pomagać policji w kolejnych morderstwach.

Iście szatański serial. Nastał taki okres, w którym większość seriali się skończyła i coś trzeba było zrobić ze swoim życiem. Znalazł się Lucifer. Miał być na dłuższy czas, ale po 3 dniach cały sezon był za mną. Bez zastanowienia mogę powiedzieć, że to dobry serial, bardzo wciągający z ciekawą akcją. Sam nasz główny bohater mimo tego, że potrafi być strasznie nieznośny i irytujący urzeka. Jeśli lubisz szczyptę fantastyki, pół łyżeczki detektywistyczności i kryminalności to jest to serial dla Ciebie.
Jesteśmy po premierze drugiego sezonu. Kto już oglądał?

Kroniki Shannry



Tysiące lat po upadku ludzkości, Cztery Krainy są zagrożone. Drzewo Ellcrys, zapewniające magię w krainie elfów oraz stanowiące barierę między światem demonów, umiera. Jedyną nadzieją jest młoda księżniczka Amberle Elessedil , która zostaje wybrana do misji odnalezienia nasionka Ellcrys i doprowadzenia go do odrodzenia. Nastolatka wraz ostatnim potomkiem z rodu Shannara - Wilem (Austin Butler) i złodziejką Eretrią  wyrusza w niebezpieczną podróż. (źródło:Filmweb)

Dla mnie to był kolejny seriali na przeczekanie. W końcu wszystko tak szybko się skończyło. Fantastyka, moje klimaty więc czemu nie. I się zaczęło...Nie powiem, że jest to bardzo wymagający, ale na pewno wciągający. Nie jest to jeden z tych seriali z górnej półki, ale ma coś w sobie. Na spokojnie, jako przerywnik jest akurat.

Dwa seriale zeszły trochę na bok w mojej serialowej liście. Jeden całkowicie, jeden częściowo.
Penny Dreadful wraz z trzecim sezonem stało się tak ciężkie, że nie mogę tego strawić. Jest ciężkie w ten nieznośny sposób, który utrudnia wszystko co jest związane z jego oglądaniem. Stał się zbyt ciężko strawny. Ten sezon musi poczekać na odpowiedni moment.

Drugim serialem jest Mr. Robot, który w swój dziwaczny sposób również stał się bardzo ciężki. Jednak nie jest to ten sam rodzaj ciężkości co w serialu wyżej wymienionym. Mr. Robot stał się głębszy, bardziej psychologiczny i wymaga więcej przemyśleń. Nie jest to serial czysto do odpoczynku. Wymaga od nas trochę więcej siły, więc ten sezon jest dla mnie na lepsze dni.

Koniec września , za chwilę dużo nowych sezonów ukochanych seriali. Jednak dla fanów PLL i Teen Wolf’a nowy sezon niestety będzie tym ostatnim. 

Na kolejny sezon Pretty Little Liars musimy czekać do kwietnia. To szmat czasu dla fana spragnionego wyjaśnienia się tego wszystkiego, co teraz się tam zadziało. W ostatnim odcinku, a dokładniej jego ostatnich 15 min stało się więcej, niż w całym sezonie. Coś tutaj nie gra, chociaż ten serial od zawsze lubi nas zaskakiwać. Są ludzie, którzy nie są na bieżąco, więc bez spoilerów. Czekam na ostatni sezon bardzo niecierpliwie jednak nie wyobrażam sobie końca.

Za TW czekamy już bardzo, bardzo długo z racji zdrowotnych problemów serialowego Stilesa. Po tak długim okresie czekania oczekuję od ostatniego sezonu czegoś naprawdę mocnego. Niestety boję się, że mogę się zwieść. Od dłuższego czasu czekam za takim porządnym kopniakiem od niego. Jego zalążki pojawiły się w kilku odcinkach, ale to jeszcze nie to na co czekam. Krąży wiele plotek, wiele domysłów dotyczących nadchodzącego sezonu. Mam nadziej, że chociaż jedna z nich okaże się prawdziwa. Kto zgadnie jaka?

Tytuł: Jutro, kiedy zaczęła się wojna org. Tomorrow, When the War Began Autor: John Marsden Wydawnictwo: Znak Rok wydania: 2011 ...


Tytuł: Jutro, kiedy zaczęła się wojna org. Tomorrow, When the War Began
Autor: John Marsden
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 272

Od teraz wszystko jest inaczej. Nazywam się Ellie. Wraz z  przyjaciółmi wybraliśmy się w górską podróż do Piekła. Wycieczka okazała się elementem scalającym naszą przyjaźń. Przyjaźń i nie tylko. Po wspaniałym czasie spędzonym w naturze wróciliśmy nie do domu, lecz do prawdziwego piekła. Ludzie zniknęli, zwierzęta były martwe. Nikt nie wie co się stało, nikt nie wie co teraz będzie. Lecz jedno jest pewne. Musimy walczyć by przeżyć.

Mamy rok 2016. „Jutro” jest z roku 2011 i nie wiem jak to jest możliwe, że przeczytałam tę książkę dopiero w tym roku. Tak naprawdę gdyby nie Marta, która mi ją pożyczyła do tej pory nie słyszałbym o niej. I jak wiele bym straciła.

Jak już mówiłam „Jutro” dotarło do mnie przez Martę i na początku sobie leżało. Czekało na swoją kolej. Przyszedł odpowiedni wieczór i książka wpadła w moje łapki. Początek szedł mi ciężko. Przeczytałam 10 stron. Następnego ranka kolejne 10. I przyszedł Fobos, którego tak nie mogłam się doczekać, że wbrew moim zasadom książka po prostu wylądowała z boku. Skończyłam jedną i wróciłam do mojej wcześniejszej lektury. I wtedy się w niej zakochałam. Tak jakby pierwsze 20 stron, które mi nie leżały nie miały znaczenia. Przyszedł odpowiedni moment i zostałam porwana za okładkę. Nie mogłam się oderwać. Po prostu nie mogłam.

Książka jest napisana lekkim, przyjemnym językiem. Bardzo szybko się czyta. Akcja rozwija się stopniowo co oczywiście jest na plus. Wiadomo, nie jest to szczyt literatury, ale ma w sobie to coś. Uczy wielu życiowych wartości. Fabuła jest przejrzysta i bardzo wciągająca. „Jutro”  ma w sobie to , co po odłożeniu każe człowiekowi złapać ją i czytać dalej.

Podoba mi się bardzo to, że akcja rozgrywa się w Australii. Jest pewnie wiele książek, których fabuła osadzona jest na tym odległym kontynencie, ale ta jest moją pierwszą i to dla mnie miłe zaskoczenie. Bohaterami książki zwykli ludzi. Zwykli, najzwyklejsi nastolatkowie, którzy po prostu chcieli odetchnąć od codzienności. W momencie kiedy zaczynałam czytać „Jutro” nie miałam pojęcia o czym jest i w momencie, kiedy fabuła doszła do momentu żywszej akcji, zdziwiłam się, że książka będzie o tym. Nie spodziewałam się tego. Szok.


Minusów? Raczej nie ma. No może jej grubość. Niecałe 300 stron dobrej książki to zdecydowanie za mało. Ale w tym momencie, kiedy możemy czytać całą serię w ciągu, nie jest to takim wielkim złem.

Tytuł: Fobos org. Phobos Autor: Victor Dixen Wydawnictwo: Otwarte Rok wydania: 2016 Liczba stron: 449 „Sześciu uczestni...


Tytuł: Fobos org. Phobos
Autor: Victor Dixen
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 449


„Sześciu uczestników z jednej strony. Sześć uczestniczek z drugiej strony. Sześć minut na spotkanie. Wieczność na miłość.” to właśnie obietnice kosmicznego projektu Gensis, którego jedną z uczestniczek jest Leonor- 18-letnia Francuzka, która od lat dziecięcych boryka się z wieloma problemami. Lepszego życia i sławy szuka w KOSMOSIE. Wraz z pozostałą jedenastką uczestników odbywa podróż na Marsa, by założyć pierwszą w historii ludzką, kosmiczną kolonię. Żaden z uczestników nie ma nic do stracenia, więc jak to wszystko się rozwinie?

Fobos to zdecydowanie jedna z lepszych książek, które ostatnio przeczytałam, ale mam pewne zastrzeżenia. Książka i zawarta w niej historia bardzo mi się podoba, ale miałam pewien problem z jej czytaniem. „Kosmiczne” rozdziały chłonęłam jak gąbka, czytało mi się bardzo przyjemnie, natomiast rozdziały „z Ziemi” szły mi jak krew z nosa. Czegoś mi w nich brakowało i nie mogłam się doczekać powrotu do tych kosmicznych. Oczywiście jedne bez drugich nie miałby sensu i razem tworzą wspaniałą całość, ale te pierwsze dużo bardziej mi się podobają.

Zawartość książki to niesamowita historia dwunastu młodych ludzi, którzy w poszukiwaniu lepszego, nowego „ja” wyruszyli aż na Czerwoną Planetę. Fobos należy do tych powieści, które jak już nas złapią to nie puszczą do samego końca. Tak naprawdę sporo czasu po jej przeczytanie nie mogłam zabrać się za coś innego. Kac książkowy pełną gębą.

Książka jest napisana w bardzo przyjemny, zrozumiały dla czytelnika sposób. Nie ujmuje jej to jednak napięcia, które jest bardzo ładnie zbudowane. Jak już wspominałam Fobos podzielony jest na dwa rodzaje rozdziałów: „kosmiczne” i „ziemskie”. Dzięki temu zabiegowi możemy wydarzenia dostrzec z dwóch storn, z dwóch różnych perspektyw. I mimo, że w „ziemskich” rozdziałach mi czegoś brakuje to bardzo podoba mi się taki sposób przedstawienia historii.

Bohaterowie..Jak chyba każdy mam swoich ulubieńców. Leonor to skomplikowana dziewczyna, która na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo otwrta, jednak z czasem dostrzegamy w niej wiele tajemnic i ukrytych emocji. W niektórych momentach wydaję się być niezrównoważona psychicznie, ale jednak złożona budowa kupiła jej moją sympatię. Każdy z uczestników programu Genesis ma w sobie coś niezwykłego, coś co odróżnia go od reszty jednak rudowłosa piękność wygrywa.

Fobos to książka na wielki plus i naprawdę warto ją przeczytać. Raczej lekka, codzienna książka do odpoczynku. Polecam z całego serduszka. 

***
Przepraszam Was wszystkich za moją tak długą nieobecność. Najpierw koniec roku szkolnego, teraz wakacje i jak każdy potrzebowałam odpocząć od wszystkiego. Wracam już do was z nowym zapasem przeczytanych książek do zrecenzowania. Serdecznie pozdrawiam!