44. Książki po angielsku

Na starcie dziękuję wydawnictwu [ze słownikiem] za obie pozycję i zapraszam na stronę wydawnictwa.



Ze strony wydawnictwa:
Książki po angielsku – temat długi i szeroki jak rzeka. Rzeka słów. Niestety słów i zwrotów często nam nieznanych a przez to tekstów, które czytamy po angielsku dla nas niezrozumiałych. Czy warto więc czytać w języku obcym i się tak męczyć? Zdecydowanie tak.
Czytanie po angielsku ma wiele korzyści. Po pierwsze poznajemy prawdziwe użytkowanie języka. Prawdziwe formy i struktury a nie przygotowane sztucznie czytanki, które mają nas nauczyć określonych konstrukcji gramatycznych. Prawdziwy język to zupełnie inna historia. To umiejętność kontekstowego doboru znaczeń, znajomości idiomów, skrótów myślowych często wyrażeń pochodzących z dialektów. Jednym zdaniem – to prawdziwy język, z którym  możemy się zetknąć na co dzień. Nie będziemy się tu rozpisywali nad wyższością takiej nauki od czytania z podręcznika - przygotowanego, prostego, wygładzonego tekstu. W prawdziwym życiu, takie teksty i stosowane w nich konstrukcje oraz wyrażenia są rzadkością. Uważamy, że czytanie po angielsku jest jedną z najlepszych, uzupełniających form nauki języka angielskiego. Każdy kontakt z żywym językiem jest cenny.  Każdy taki kontakt wpływa na nasze umiejętności posługiwania się językiem. Oczywiście można również słuchać piosenek, oglądać filmy czy próbować rozmawiać jakkolwiek zrozumienie, zwłaszcza języka angielskiego, ze słuchu, a więc na przykład poprzez wspomniane oglądanie filmów jest zdecydowanie trudniejsze niż czytanie po angielsku.

Jakiś czas temu trafiły do mnie już klasyczne książki w nietypowym wydaniu. Doktor Dolittle i jego zwierzęta oraz Tajemniczy ogród. Książki w języku angielskim ze znajdującym się obok słownikiem.



Z racji, że obie pozycje to klasyki nie będę skupiać się tu na samej treści, lecz na innowacyjnej budowie tych wydań. Mój angielski jest mocno przeciętny. Dogadam się jeśli trzeba, obejrzę też serial z angielskimi napisami. Nie jest źle, ale szału nie ma. Obie te powieści znałam już wcześniej. Czytałam w okresie podstawówki, więc kilka lat temu. Pamiętałam tylko zarys. Szczerze mówiąc, kiedy zabierałam się za pierwszą- Doktor Dolittle...  miałam obawy, ponieważ nigdy wcześniej nie czytałam książek w języku obcym. Bałam się, że nie zrozumiem sporej części treści, jednak wraz z postępującym czytaniem obawy znikały.

W tekście znajdują się wytłuszczone słowa, które przetłumaczone są w wyżej wspomnianym słowniku. Są to kluczowe słowa, niezbędne do zrozumienia sensu zdania. Są to trudniejsze słowa, które ciężko wyciągnąć z kontekstu.Na początku książki znajduje się również słownik najczęściej używanych słów w powieści.

Na początku czytało mi się ciężko, nawet bardzo. Jednak gdy przełamałam się i otworzyłam na ten język w tak powszechnej dla mnie czynności było już z górki. Nie czytałam ich tak szybko, jak książek w języku ojczystym, jednak na tyle szybko, by nie zanudzić się.

Po obu lekturach w mojej pamięci utkwiło wiele nowych słówek, wiele się nauczyłam. I mimo, że są to książki dla początkujących jestem z siebie dumna. 

0 komentarze: